Wybór łask za przyczyną
bł. Ojca Stanisława Papczyńskiego

 

Uzdrowienie nienarodzonego dziecka

W dniu 18 marca 2002 roku moja córka Susan, która była w 20. tygodniu ciąży, została skierowana przez swego lekarza do specjalisty w celu wykonania badania USG. Miało to być badanie rutynowe, ponieważ przebieg ciąży wydawał się prawidłowy. Podczas testów wykryto 3 następujące rzeczy: płód był 2 tygodnie opóźniony w rozwoju, poziom płynu wokół płodu był bardzo niski, bliski krytycznego, badania metodą Dopplera wykazały „dziury” w przepływie krwi przez pępowinę. Lekarz powiedział, że ten stan jest „nieodwracalny” i że dziecko według wszelkiego prawdopodobieństwa umrze w łonie matki. Jego zdaniem, „tylko cud mógłby sprawić, aby dziecko przeżyło”. Jego jedyną radą było przestrzegać ściśle reżymu leżenia w łóżku z zastrzeżeniem, że to może nie pomóc, ale że nie zaszkodzi. Oszołomiona taką diagnozą Susan zatelefonowała do swego lekarza - położnika, który poradził, aby udała się do jego kolegi – dyrektora Wydziału Macierzyństwa Medycyny Płodu w Katedrze Medycyny przy Uniwersytecie Południowej Kalifornii w Los Angeles. Udało się jej umówić na wizytę w dniu 20 marca.

 

Po telefonie od Susan przypomniałam sobie, że czytałam o o. Stanisławie Papczyńskim w magazynie Marian Helper. Zaproponowałam Susan, abyśmy zaczęły prosić o. Stanisława o cud. Tegoż samego wieczoru moja rodzina w Baltimore oraz Susan i jej mąż Dave w Kalifornii zaczęli się modlić do o. Stanisława. Szczególnie modliliśmy się o to, aby „dziury” w pępowinie zostały uleczone.

 

Dwa dni później, gdy Susan udała się do lekarza w Los Angeles, przeprowadzono takie same badania (USG i wg metody Dopplera). Płód nadal pozostawał spóźniony w rozwoju i poziom płynu wokół płodu był niski, ale nie było już „dziur” w przepływie krwi w pępowinie. Pępowina była absolutnie normalna! Ojciec Stanisław wysłuchał naszych modlitw. Lekarz kilkakrotnie powtórzył badania, aby mieć całkowitą pewność, że pępowina jest w porządku. Jego zdaniem, dziecko wcześnie doznało pewnego rodzaju „udaru”, i wyraził opinię, że jeśli dziecko przeżyje, może być niepełnosprawne lub kalekie. Płód musiał odpowiednio wyrosnąć, a poziom płynu utrzymać się lub zwiększyć, aby utrzymać ciążę do 27-28 tygodnia po to, by była szansa na bezpieczny poród.

 

Kontynuowaliśmy modlitwę do o. Stanisława w intencji rozwoju dziecka w łonie oraz o zwiększenie ilości płynu. Dwa tygodnie później, w nocy z poniedziałku na wtorek, w przeddzień wizyty u lekarza, Susan leżała w łóżku, gdy coś ją tknęło, aby spojrzeć w stronę drzwi sypialni. Zobaczyła tam stojącego szczupłego mężczyznę, ubranego w biały habit. Jedną rękę miał uniesioną, a gdy spojrzał na Susan, jak oświadczyła, „zdawało się, że popłynął w powietrzu do drzwi i znikł”. Mijały tygodnie, płód rozwijał się i poziom płynu wrócił do normy!

 

Z uwagi na zatroskanie lekarzy z powodu opóźnienia w rozwoju dziecka, postanowiono wywołać rozwiązanie w 32. tygodniu. Ku naszej wielkiej radości i zaskoczeniu lekarzy doskonale piękne dziecko Michael Joseph urodziło się o godz. 13.08 w dniu 17 czerwca w szpitalu miejskim w Santa Barbara, w Kalifornii. Badania przeprowadzone według skali APGAR dały wyniki przekraczające normy dla wcześniaków. Gdy Michael spełnił wymogi niezbędne do bezpiecznego zwolnienia ze szpitala (właściwa waga, zdolność ssania, dobry oddech itd.), został radośnie powitany w domu przez swoją rodzinę.

 

Wiemy, że został nam darowany cud za wstawiennictwem o. Stanisława. Jesteśmy mu wdzięczni i jesteśmy wdzięczni Panu Bogu za Jego wspaniały dar życia! Jesteśmy pewni, że o. Stanisław zostanie wkrótce uznany błogosławionym i w końcu ogłoszony świętym przez Kościół powszechny. Opuściłam Kalifornię, po 5-miesięcznym pobycie u córki, w dniu 17 września, który, jak mi powiedziano, jest rocznicą śmierci o. Stanisława. Zostawiłam mego najdroższego wnuka w rękach o. Stanisława pod opieką bardzo kochającej rodziny.

USA, MEF, Baltimore

 

Lekarz świadczy o uzdrowieniu dziecka...

Jestem położnikiem/ginekologiem. Opiekowałam się ciężarną pacjentką, która zadzwoniła do mnie i powiedziała, że od kilku dni nie odczuwa ruchów dziecka. Kazałam jej natychmiast przyjść do przychodni. Kobieta ta była w 34. tygodniu ciąży.

 

Na szczęście udało mi się usłyszeć bicie serca i wydawało się, że dziecko było w porządku, ale nagle tętno dramatycznie spadło. Osobiście zawiozłam tę kobietę do szpitala, ponieważ wiedziałam, że gdybyśmy czekały na pogotowie, to dziecko by umarło. Od razu dokonałam cięcia cesarskiego. Dziecko udało się przewrócić do życia, ale niepokoił mnie czas, który ono spędziło bez natlenienia.

 

Tak się zdarzyło, że kilka dni po tym wydarzeniu otrzymałam broszurkę o Błogosławionym Ojcu Stanisławie. Przeczytałam tam rozdział o dziecku, które uznano za nieżywe, ale które wróciło do życia wskutek odprawienia nowenny do Ojca Stanisława. Po przeczytaniu tego, modliłam się o wstawiennictwo Błogosławionego w intencji zdrowia tego dziecka.

 

Minął prawie rok, i mogę powiedzieć, że to dziecko jest w dobrym zdrowiu. Neurolog i pediatra także są zdumieni. Wierzę, że ta broszurka znalazła się w moim posiadaniu właśnie wtedy – dla szczególnego powodu.

                      NK, via e-mail

 

Ojciec Papczyński uratował mi dziecko

W kwietniu 2013 roku poczęłam dziecko i aż do trzeciego miesiąca wszystko przebiegało normalnie. Gdy byłam w trzecim miesiącu ciąży, lekarz stwierdził, że brzuch dziecka jest pełen wody – choroba ta, zwana puchliną brzuszną lub wodobrzuszem, jest nieuleczalna, również u osób dorosłych. Lekarz przeprowadził badanie, aby stwierdzić, w jakim stanie są pozostałe organy dziecka, ale nie mogąc niczego zobaczyć, poprosił mnie, abym wróciła w następnym tygodniu. Powiedział mi zupełnie otwarcie, że dziecko może umrzeć w każdej chwili.

 

Do domu wróciłam roztrzęsiona, nie wiedząc, co robić. Skontaktowałam się ze znajomym księdzem marianinem, aby z nim porozmawiać i poprosić o modlitwę. Poradził mi nowennę za przyczyną Ojca Stanisława Papczyńskiego i dał kawałek materiału, którym dotknął relikwii Ojca Stanisława, gdy był przed laty w Polsce. Poradził mi również, abym się ciągle modliła i podczas modlitwy dotykała brzucha wspomnianym materiałem. Od tego dnia odmawiałam codziennie nowennę za przyczyną Ojca Stanisława i na każdą wizytę u lekarza zabierałam ze sobą w torbie wspomniany materiał. W modlitwę włączyliśmy rodzinę i przyjaciół.

 

Po tygodniu, w czasie kolejnej wizyty u lekarza, oprócz potwierdzenia obecności wody w brzuszku dziecka, lekarz stwierdził, że uderzenia serca płodu były bardzo rzadkie. Wizyty u lekarza odbywały się co osiem dni. Upierał się on, że w naszym wypadku nie ma nic do zrobienia i że stracę dziecko. Uważał, że ponieważ sytuacja stale się pogarszała, powinnam usunąć ciążę, o ile nie zajdzie poronienie spontaniczne. W klinice spotkałam się z dwoma innymi lekarzami, którzy też byli przekonani, że stracę dziecko. Chociaż bardzo płakałam, twierdzili z przekonaniem, że nic nie da się zrobić. Kiedy zapytałam, czy istnieją jakieś inne badania, które jeszcze mogłabym wykonać, lekarze zapewniali, że nie ma to żadnego sensu, bo wydałabym tylko pieniądze na marne.

 

Pomimo tego umówiłam się na spotkanie z panią doktor z innego miasta, aby wykonać tzw. badanie morfologiczne, dzięki któremu można zbadać dziecko bardziej szczegółowo. W czasie badania, oprócz potwierdzenia obecności wody w brzuszku dziecka, zauważono trzy małe dziury w jego sercu. Pani doktor stwierdziła, że dziecko się narodzi, ale z tzw. sinicą (cyjanoza) i będzie miało trudności w odżywianiu, co uniemożliwi przybieranie na wadze. Sytuacja wydawała się coraz bardziej rozpaczliwa, ale pomimo tego kontynuowaliśmy modlitwę nowenną do Ojca Stanisława.

 

Po paru dniach wróciłam pod opiekę mojego lekarza. W czasie konsultacji powiedziałam mu, że byłam u innego specjalisty, który stwierdził ubytki w sercu dziecka. Usłyszawszy to, lekarz zarządził nowe badanie USG. Podczas badania powiedział: “Nie wierzę w to, co widzę”. W tym momencie wzięłyśmy się za ręce z moją teściową, a ja pomyślałam, że straciłam dziecko. Lekarz jednak powiedział, że nie widzi żadnych nieprawiodłowości. Wszystkie problemy mego dziecka zniknęły.

 

W czasie porodu materiał od księdza miałam w torbie, bo nie mogłam go wziąć ze sobą na salę porodową. Dziecko urodziło się bez problemów i mogłam je karmić piersią. Pediatra znał przebieg całej ciąży, ale po porodzie ocenił, że z dzieckiem jest już wszystko w porządku. Pamiętając o historii z dziurami w sercu, poradził mi, abym wróciła do pani doktor, która robiła badanie morfologiczne.

 

Kiedy to było możliwe, odwiedziłam panią doktor, aby zrobić badanie serca dziecka. Stwierdziła: “Nie uwierzycie, ale w sercu nie ma żadnego problemu. Z dzieckiem jest wszystko w porządku”.

 

Zachowałam wszystkie wyniki badań, które jasno pokazują schorzenia, które moje dziecko miało i które zniknęły. Lekarze powiedzieli mi, że nigdy nie zapomną mojej historii. Widzieli, że dziecko miało wodę w brzuszku. Widzieli też, że były dziury w sercu a obecnie nie ma śladu po tych nieprawidłowościach.

Farmaceutka, Manoel Ribas, Parana, Brazylia

 

Odczuwając łączność z Ojcem Stanisławem

Cztery lata temu wykryto u mnie chorobe nowotworową limfomę, stadium IV. Na skutek chemioterapii rozwój choroby wstrzymano aż do maja ubiegłego roku, kiedy to guz zaczął rosnąć mi na twarzy. Po 2 tygodniach guz powoli zanikł. Wierzę, że stało się to na skutek uzdrowienia, jakie dokonało się za przyczyną Ojca Stanisława Papczyńskiego. Wtedy, kiedy guz zniknął nie stosowałam żadnej kuracji tylko modlitwę za jego przyczyną. Mój lekarz onkolog spodziewając się pojawienia się większej liczby guzów przygotowywał się dopiero do zastosowania odpowiedniej terapii.

 

O Ojcu Papczyńskim dowiedziałam się przez przypadek. W październiku, podczas czekania w napięciu na przyjęcie u lekarza, trafił do moich rąk wydawany przez Księży Marianów w USA magazyn Marian Helpers, który otworzył się na rozdziale „Łaski otrzymane”. Przeczytałam tam o skutecznym wstawiennictwie Ojca Papczyńskiego u Boga. Moim pragnieniem było prosić Boga za jego wstawiennictwem o uzdrowienie. Jednak przed decyzja powstrzymywała mnie myśl: „Jakże mogę modlić się do kogoś, czyjego imienia nie umiem nawet wymówić i o kim nic nie wiem!”. W tym samym numerze znalazłem artykuł „Pielgrzymując z Założycielem Marianów” autorstwa o. Józefa MIC, który opisał życie Ojca Papczyńskiego a zwłaszcza opowiadał o tym, jak gorliwie modlił się on za dusze czyśćcowe. Nagle poczułam niezwykłą łączność z Ojcem Papczyńskim gdyż i ja często ofiaruję swój czas i modlitwy za dusze czyśćcowe. Zdecydowałam się wiec pomodlić za jego wstawiennictwem o moje zdrowie i zostałam wysłuchana.

USA, AA, Bridgeton, NJ

 

Dziecko przyszło na świat w ciągu kilku minut

Pragnę gorąco podziękować Matce Bożej Niepokalanej za łaskę, którą otrzymałam za przyczyną Ojca Stanisława Papczyńskiego. Będąc w siódmym miesiącu ciąży dowiedziałam się, że będę musiała mieć cesarskie cięcie, ponieważ płód jest nieprawidłowo ułożony. Była to moja pierwsza ciąża.

 

Zaczęłam odmawiać Nowennę do Matki Bożej Niepokalanej i modlitwę o beatyfikację Ojca Stanisława w intencji szczęśliwego rozwiązania i zdrowego dziecka. Termin porodu lekarz wyznaczył mi na 15 stycznia 1998 roku, a rozwiązanie nastąpiło 8 stycznia. Dziecko przyszło na świat dosłownie w ciągu kilku minut, bo bóle porodowe rozpoczęły się od razu w 5 minut. Dla lekarzy było to wielkie zaskoczenie, ponieważ pierwsze dziecko nie przychodzi na świat w tak krótkim czasie.

 

Uważam, że tak szybki i szczęśliwy poród zawdzięczam codziennej modlitwie do Ojca Stanisława Papczyńskiego i spowiedzi świętej. Z Bogiem.

Polska, Agnieszka

 

Pochwały innych i swoje podziękowania składam na ołtarzu

Krótko przed obroną mojego doktoratu otrzymałam od Stowarzyszenia Pomocników Mariańskich książeczkę pt. Owoce modlitwy w opracowaniu ks. Jana Kosmowskiego MIC. Ten zbiór świadectw o łaskach otrzymanych przez różnych ludzi za przyczyną Ojca Stanisława Papczyńskiego robi niezwykłe wrażenie. Zrobił takie i na mnie oraz skierował moje myśli ku temu Niezwykłemu Człowiekowi.

 

Wiedziałam, iż Ojciec Papczyński był wybitnym kaznodzieją. Zwróciłam się do Matki Bożej Niepokalanej za pośrednictwem Sługi Bożego, aby wyjednał mi łaskę pomyślnej obrony doktoratu, by natchnął mnie, co mam mówić, a przede wszystkim, jak mówić, aby zabrzmiało to przekonująco wobec Rady Wydziału; zaznaczam, iż nie mam specjalnych zdolności oratorskich. Dlatego moje obawy były dość duże, gdyż nie byłam w ogóle znana gronu profesorskiemu jako osoba spoza uczelni. Była to więc jakby jedyna szansa zaprezentowania się. Stres więc mój nasilał się.

 

Odprawiłam dwie Nowenny do Matki Bożej Niepokalanej za przyczyną Ojca Stanisława Papczyńskiego. Natychmiast poczułam głęboki spokój i siłę, aby zmierzyć się z losem. Miałam wrażenie, że jestem pod dobrą opieką, a moje obawy prysnęły. Rzeczywiście wszystko poszło znakomicie, chociaż nie szczędzono mi trudnych pytań. Matka Boża i Ojciec Papczyński nie opuszczali mnie cały czas. Było to w październiku 1997 roku.

 

Wiele osób gratulowało mi, nie szczędząc pochwał. Wszystkie te pochwały i własne podziękowania składam na Ołtarzu Pana Naszego Jezusa Chrystusa, dziękując Matce Bożej za pomoc i opiekę oraz Czcigodnemu Słudze Ojcu Stanisławowi za wyjednanie tej łaski.

 

Jestem głęboko przekonana o sile jego orędownictwa w tej sprawie, dlatego czuję się w obowiązku zawiadomić o tym.

Polska, Aleksandra

 

Ojcze Stanisławie, ratuj!

Czuję się w obowiązku donieść o zdarzeniu, do którego doszło 6 listopada 1998 roku. Był to pierwszy piątek miesiąca. Wyszłam z Kościoła po wieczornym nabożeństwie, akurat zajechał autobus, którym mogłam wrócić do domu. Trzeba było przejść przez ulicę, bardzo ruchliwą. Nie zastanawiając się, wtargnęłam na jezdnię, aby jak najszybciej dotrzeć do autobusu, który za chwilę miał ruszyć. W tym momencie zauważyłam światła nadjeżdżających samochodów i zdałam sobie sprawę, co ja zrobiłam. Zawołałam tylko: „Ojcze Stanisławie Papczyński, ratuj!”, i nic już więcej nie pamiętam. Ocknęłam się w karetce pogotowia, ale zaraz straciłam przytomność. Stwierdzono ciężki uraz głowy ze wstrząsem mózgu. Całą noc to traciłam, to odzyskiwałam świadomość. Na drugi dzień ordynator chirurgii przy obchodzie mówi: „Ma pani tam w górze kogoś bardzo mocnego”. Wszystkie kości całe, tylko ten wstrząs mózgu i mocne ogólne potłuczenia. Powoli wracam do zdrowia, jeszcze odczuwam bóle potłuczonych nóg, bóle i zawroty głowy, ale żyję i mogę chodzić!

 

Uważam, że to Ojciec Stanisław uchronił mnie od śmierci i od kalectwa, za co mu stale dziękuję i modlę się o jego rychłą beatyfikację. Donoszę o tym fakcie, aby dołączyć się do grona wiernych, którzy doznali szczególnych łask oraz opieki i cudownego wprost ocalenia za przyczyną Ojca St. Papczyńskiego.

 

Wcześniejsze odmawianie Nowenny do Matki Bożej Niepokalanej za przyczyną Ojca Stanisława Papczyńskiego zaowocowało w mojej rodzinie łaską przebycia przez mego męża kilku zabiegów angioplastyki naczyń wieńcowych serca bez powikłań i szybkich powrotów do domu ze szpitala.

Polska, Rozalia K.

 

Prawdziwa Miłość obdarowuje

Wiem, że nic nigdy nie dzieje się przypadkiem. To też nie był zbieg okoliczności, iż pewnego dnia otrzymałam książeczkę "Owoce modlitwy" zawierajacą wybór świadectw osób które doświadczyły wstawiennictwa Ojca Stanisława Papczyńskiego. Przeczytałam i uwierzyłam. Zawierzyłam moją intencję Matce Bożej Niepokalanej przez wstawiennictwo o. Stanisława. Była to prośba o pomoc w dostaniu się na wymarzone studia. Siódmego dnia odmawiania nowenny zmarła przyjaciółka mojej mamy, pozostawiając o rok młodszą ode mnie córkę, wychowywaną bez ojca. W ciągu jednego dnia dla tej dziewczyny załamał się cały świat. Pomimo to, że dostanie się na studia było dla mnie bardzo ważne, postanowiłam zmienić mą intencję i poprosiłam Maryję przez wstawiennictwo o. Stanisława o wieczny odpoczynek dla przyjaciółki mojej mamy oraz o siłę i pociechę dla jej córki.

 

Tydzień później moja mama w stanie przedzawałowym została odwieziona do szpitala. Było mi bardzo ciężko. Jestem półsierotą, a moja mama jest najważniejszą osobą w moim życiu. Za kilka dni miał odbyć się egzamin na studia, a moja mama walczyła o życie. Stojąc na rozdrożu, po raz pierwszy nie wiedziałam, co mam robić. Przed oczami powracał widok Ani umierającej z bólu podczas pogrzebu matki i obawa, że następnego dnia mogę podzielić los Ani.

 

W dniu przed egzaminem poszłam do kościoła, zapaliłam świecę, pomodliłam się przed obrazem Najjaśniejszej Pani, poprosiłam o siłę i przyjęłam Chrystusa. Powierzając Matce siebie, pomodliłam się również o beatyfikację Ojca Stanisława. Może pod wpływem emocji usłyszałam wewnętrzny głos, a może to było złudzenie: „Idź na egzamin, wszystko będzie dobrze”. Pojechałam.

 

Cztery dni później nastąpiło ogłoszenie wyników. Z 720 kandydatów przyjęto zaledwie 60, a ja byłam na liście. Wracając do domu, zastałam moją mamę w drzwiach: najpiękniejszy prezent od Matki Bożej, jaki kiedykolwiek otrzymałam. Kilka dni później spotkałam Anię. Powiedziała mi, że gdyby nie chłopak, którego poznała, nie przeżyłaby śmierci mamy.

 

Wiem, że nie każdy może w to uwierzyć, ale to cud. Zmieniając intencję, nie prosiłam już więcej o zdanie egzaminu, bo ważniejsza była dla mnie Ania, chociaż w ogóle się nie znałyśmy. Mimo wszystko dostałam się na studia, a moja mam żyje.

 

Jestem wdzięczna o. St. Papczyńskiemu za to, że tak hojnie zostałam obdarzona łaskami od Maryi Niepokalanej. Choć otrzymałam tak wiele, jest jeszcze coś, z czym chcę się podzielić, dzięki czemu odkryłam, że: „Jedynie Miłość rozumie tajemnicę – innych obdarowywać i samemu przy tym stać się bogatym”.

Polska, Monika

 

Nie było szans na przeżycie

To było cudowne uratowanie mojego życia. Jestem matką czworga dzieci. Ostatnie tygodnie ciąży leżałam w szpitalu i wtedy moja mama przyniosła mi książeczkę Owoce modlitwy. Natychmiast zaczęłam odmawiać Nowennę do Matki Bożej Niepokalanej za przyczyną Czcigodnego Sługi Bożego Ojca Stanisława od Jezusa Maryi Papczyńskiego.

 

Nastąpił poród i ogromne komplikacje spowodowały, że moje szanse na przeżycie były żadne, istniała groźba śmierci mojej i moich nie narodzonych synów bliźniaków. Ale wszystko skończyło się dobrze, wszyscy przeżyli. Lekarz przeprowadzający cesarskie cięcie stwierdził, że to nie jest zasługa lekarzy, lecz cud Boży. Jestem przekonana, że to moja wiara w Matkę Boską i opieka Ojca Stanisława Papczyńskiego uratowały mi życie.

 

Moi synowie byli wcześniakami, więc groźba długiego pobytu w szpitalu przeraziła mnie, bo w domu były dwie córeczki. Znowu zaczęłam odmawiać Nowennę, i synowie szybko przybierali na wadze, zdrowieli. Ja też czułam się coraz lepiej. Znowu cud: po 12 dniach byliśmy w domu.

 

Dziękuję Matce Najświętszej oraz Czcigodnemu Słudze Bożemu Ojcu Stanisławowi, od którego doznałam opieki. Jestem przekonana o jego świętości.

Polska, wdzięczna Renata

 

Dziękuję za cud przemiany serca

Kiedy otrzymałam książeczkę "Owoce modlitwy", rozpoczęłam Nowennę za przyczyną o. St. Papczyńskiego, prosząc o łaskę wspólnego z mężem uczestnictwa w pierwszych Misjach św. w naszej parafii. Nic nie wskazywało na to, że mąż wyrazi ochotę. Bardzo cierpiałam z tego powodu, że miał awersję do Radia Maryja, nie chciał się razem ze mną modlić, chociaż jak najdelikatniej i jak najczulej od dawna go o to prosiłam. Raziła go bardzo moja wiara, denerwował się i nie rozumiał, po co chodzę codziennie do kościoła.

 

To wszystko była na pewno moja wielka wina i grzechy zaniedbania, ale zawsze wierzyłam w łaski i moc sakramentu małżeństwa! Od dawna powierzyłam siebie i swoją rodzinę całkowicie Matce Najświętszej i Najświętszemu Sercu Pana Jezusa! Ciągle jednak ta moja ufność była ograniczona, byłam niecierpliwa [...]

 

Po zakończonej drugiej nowennie za przyczyną o. St. Papczyńskiego rozpoczęły się Misje św. Zaproponowałam mężowi, że pójdziemy razem. Nie odmówił. A w czasie pierwszej Mszy św., kiedy zobaczyłam, że mąż przystępuje do Komunii św., ze łzami w oczach dziękowałam Bogu za cud przemiany serca! Uczestniczyliśmy we wszystkich konferencjach i do dnia dzisiejszego mąż w czasie każdej Mszy św. przyjmuje Pana Jezusa do swojego serca, modli się razem ze mną.

 

Bogu Najwyższemu niech będę dzięki i cześć, i chwała za łaski uproszone przez Matkę Najświętszą i za wstawiennictwo o. Stanisława.

Polska, Maria Teresa

 

Urodziłam piękną córeczkę

Bardzo długo modliłam się o potomstwo, którego nie mogliśmy się z mężem doczekać. Minęło 16 lat od naszego ślubu, ja byłam coraz starsza. Pewnego dnia mój wujek, ksiądz proboszcz z Tarnowa, dał mi obrazki, na których odwrocie była Nowenna o potrzebne łaski za przyczyną Sługi Bożego Ojca Stanisława Papczyńskiego.

 

Zaczęłam ją natychmiast odprawiać w intencji uproszenia upragnionego potomstwa. Ostatniego dnia Nowenny zamówiłam Mszę św. o rychłą beatyfikację tego Sługi Bożego. Wkrótce zaszłam w ciążę i w dziewięć miesięcy później urodziłam córeczkę, która obecnie ma pięć lat. Chowa się dobrze i jest naszą pociechą po długich latach bezdzietnego pożycia małżeńskiego.

 

Uważam to za łaskę i jestem przekonana, że wstawił się za nami Ojciec Stanisław Papczyński, bo przecież taka zbieżność faktów i dat nie może być przypadkowa. Dlatego każdego roku, w imieniny córeczki, zamawiam Mszę św. dziękczynną i błagalną o rychłą beatyfikację Sługi Bożego Ojca Stanisława Papczyńskiego. W sumieniu czuję się zobowiązana, aby napisać o tej łasce, aby dar, który otrzymałam, umacniał wiarę innych i przyczyniał się do większej czci wśród naszego narodu wobec tego "wybrańca Bożego i świętego Polaka, Ojca Stanisława".

Polska, wdzięczna matka Czesława

 

Wydawnictwo katolickie PROMIC Centrum Formacji Maryjnej Salvatoris Mater Oremus - czasopismo religijne Słowo Wśród Nas - czasopismo katolickie
© Stowarzyszenie Pomocników Mariańskich 2016
Tworzenie stron internetowych ActivePC